Po pierwszym treningu łyżwiarskim bolały ją wszystkie mięśnie. W tym roku z mistrzostw świata weteranów w Quebec w Kanadzie przywiozła pięć złotych medali medali. Helena Pilejczykowa mimo siedemdziesięciu lat zawsze zdąży dobiec do odjeżdżającego autobusu i zwinnie do niego wskoczyć. Uważa, że wiek dojrzały nie musi oznaczać braku optymizmu.
Po skończeniu Liceum Pedagogicznego w Kwidzynie Helena Pilejczykowa otrzymała nakaz pracy w elbląskiej szkole. Rozrywek w tym czasie nie było wiele. Wolny czas spędzała na boisku.
- Rzucałam kulą i oszczepem. Dobrze grałam w koszykówkę i siatkówkę. -opowiada – Sport sprawiał mi ogromną przyjemność. I tak jest do tej pory.
Codziennie biega, raz w tygodniu chodzi na basen i siłownię. Pewnie w tym tkwi sekret nienagannej sylwetki i pięknej cery. Na pytanie, czy wygląda tak dzięki sportowym wyczynom odpowiada:
- Naprawdę nic wielkiego nie robię. Używam polskich kremów ziołowych . Diety nie stosuję żadnej – mówi Helena Pilejczyk. – Niechętnie sięgam też po farmakologiczne medykamenty. Najlepszy sposób na wyleczenie grypy, czy przeziębienia to mikstura z miodu i czosnku.
Trener Kazimierz Kalbarczyk prowadził trening ze swoimi panczenistakami. Jego uwagę zwróciła dziewczyna, która z wdziękiem grała w piłkę i rzucała kulą. Może ta dziewczyna nadaje się do łyżew?
- Pierwszy trening zakończył się takim bólem mięśni, że pomyślałam sobie wtedy, że ja się jednak do łyżwiarstwa nie nadaję - W tym przekonaniu przetrwałam do jesieni.
- Zimą podczas ferii pierwszy raz przykręciłam panczeny do butów. Nawet nie umiałam się odbijać-wspomina łyżwiarka.
Jeszcze w tym samym roku zaczęła odnosić pierwsze sukcesy. Prasa donosiła: Helena Majcher – rewelacją mistrzostw Polski w Zakopanem!
- Mogłam iść do koleżanek, kina, teatru. Tylko nie na trening. Gdy sprzęt był spakowany i torba stała na progu, informowałam w biegu, że wychodzę…
O sportowych sukcesach córki mama dowiedziała się od sąsiadów, gdy zaczęli składać gratulacje.
Mistrzostwa Polski w Zakopanem zadecydowały o jej karierze sportowej.
- Mama wreszcie pogodziła się z faktem, że ma córkę sportowca. – opowiada Helena Pilejczyk – Sekundowała nie tylko moim wyczynom sportowym. Dzielnie wywiązywała się z roli babci. Razem z moim mężem zajmowała się wychowanie syna. Dzięki obojgu mogłam spokojnie trenować. Przestałam być czynną zawodniczką, gdy skończyłam 42 lata…
Diety jakie otrzymywali sportowcy były niewielkie, ale starczyło na sweterek dla synka, drobiazg dla mamy i męża.
- Nie otrzymywaliśmy żadnych specjalnych nagród za tytuły sportowe. Ekspres do kawy to nagroda za mistrzostwo świata. Innym razem dostałam palmę – wpomina łyżwiarka – Nie zamieniłaby jednak tych lat spędzonych na torach lodowych za nic w świecie. Elblążanie witali mnie na dworcu z kwiatami. Zdarzało się, że pociąg odjechał z 10 minutowym opóźnieniem, bo takie były tłumy na dworcu. Nawet gdybym wygrała w totolotka, co bym zrobiła z pieniędzmi. Kupiła samochód? Napewno nie zwiedziłabym tylu miejsc. Nie pojechałabym do Japonii, nie poznałabym niemal wszystkich krajów Europy. Nie poznałabym tylu koronowanych głów i mężów stanu, takich jak choćby prezydent Nixon.
Łyżwiarka twierdzi, że każdy, tak jak Adam Małysz, ma swojego Schmitta. Jej przeciwniczką była przed laty i ciągle jest Elwira Seroczyńska
- Pięć kilometrów zadecydowało, że przegrałam mistrzostwa Polski – mówi Pilejczyk – Elwira była pierwsza. Trener zastosował taką metodą. Mnie opowiadał. że ja jestem lepsza, Elwirze mówił dokładnie to samo. Rywalizowałyśmy ze sobą prez wiele lat. Ja byłam lepsza w jeździe na długim dystansie, Elwira w sprincie. Spotykamy się do tej pory. Łączą nas serdeczne i przyjacielskie stosunki.
Helena Pilejczyk zakończyła karierę sportową w wieku 42 lat. Gdy w 1994 roku pracowała w klubie sportowym Orzeł, Polski Związek Sportowy przysłał zawiadomienie o międzynarodowych zawodach w łyżwiarstwie szybkim seniorów. Pokazała pismo ówczesnemu prezesowi klubu a jednocześnie dyrektorowi elbląskiego browaru Jerzemu Dwornickiem.
- Powiedziałam wtedy, że chętnie pojadę, ale nie mam pieniędzy. – opowiada – Wyjazd zasponsorował mi elbląski browar- opowiada medalistka. Z holenderskiego Haarlem przywiozła trzy złote medale, które zdobyła na dystansie 5OO, 1000 i 1500 metrów.
- W Holandii w swojej grupie wiekowej byłam jedyną byłą medalistką świata – twierdzi.
Od 1995 roku mistrzostwa seniorów rozgrywane są każdego roku. Biorą w niej udział seniorzy-panczeniści z całego świata. W tym roku w kanadyjskim Quebecku, w różnych kategoriach wiekowych na stracie stanęło 150 zawodników. Helena Pilejczykowa w swojej grupie wiekowej zdobyła mistrzostwo. Za nią uplasowała się Kandyjka i Niemka.
Helena Pilejczyk
* Urodziła się w Zieluniu koło Warszawy. Do wybuchu wojny mieszkała z rodziną w Pułtusku. Potem przeniosła się do Kwidzyna, gdzie ukończyła Liceum Pedagogiczne.*W Elblągu dostała nakaz pracy w szkole.
* Po skończeniu kariery sportowej przez 20 lat uczyła w SP nr 12 i była trenerem panczenistów. Na emeryturze pracowała w klubie sportowym Orzeł.
* 48- krotna rekordzistka Polski,
*16 – krotna mistrzyni Polski,
* brązowa medalistka olimpiady zimowej na1500 m w1960 w Squaw Valley (USA),
* srebrna medalistka mistrzostw świata na1000 m
* uczestniczka Olimpiady w 1964 w Innsbrucku
Mistrzyni świata Mistrzostw Weteranów
– 1995 – Holandia, 1996 – Kanada, 1997 – Berlin,1998 – Włochy, 2000 – Berlin, 2001- Kanada . Otrzymała tytuły mistrzowskie na czterach dystanasach oraz wieloboju.
Autor artykułu: Wiesława Gulska