Piłkarki ręczne EB Startu Elbląg znalazły się w czwórce najlepszych drużyn Pucharu Polski. Wczoraj pokonały w ćwierćfinale Sośnicę Gliwice 31:28. Podopieczne trenera Jerzego Ringwelskiego prowadziły od początku meczu.
Pierwszą bramkę dla EB Startu zdobyła powracająca do zdrowia Elżbieta Olszewska. W 7 min było tylko 4:3 dla elblążanek, ale zaledwie sześć minut później gospodynie prowadziły już 10:4. Wyśmienicie w tym okresie gry spisywały się dwie skrzydłowe EB Startu: Paulina Korowacka, która wczoraj wyszła w podstawowym składzie, oraz Justyna Pazur. W drugim kwadransie pokazała się Katarzyna Szklarczuk (trzy bramki w pierwszej połowie).
W 13 min trenerka Sośnicy Irena Johan poprosiła o czas, ale jej rady okazały się bezskuteczne. Przewaga gospodyń cały czas rosła. W 19 min było już 14:5 i w Elblągu zanosiło się na pogrom świeżo kreowanego wicemistrza Polski. W ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy Sośnica się przebudziła i zaczęła powoli odrabiać straty. Jednak ostatnie słowo przed przerwą należało do gospodyń, które po pięknym trafieniu potrafiącej rzucić z drugiej linii Kamili Kozik prowadziły do przerwy siedmioma bramkami (17:10).
W drugiej połowie gliwiczanki podkręciły tempo rozgrywania akcji, a szybko wymieniane między zawodniczkami piłki skutkowały rozrzedzeniem szyków obronnych EB Startu i w efekcie polem do popisu dla snajperek Sośnicy. W 40 min elblążanki prowadził już tylko 22:18 i wówczas to trener Jerzy Ringwelski poprosił o czas.
Wskazówki szkoleniowca poskutkowały niewiele, bo nadal na parkiecie przeważała Sośnica. W 48 min wicemistrzynie Polski doprowadziły do remisu 24:24, a po trzech minutach prowadziły nawet 27:25. W końcówce do walki poderwała elbląski zespół Olszewska, zdobywając trzy bramki. W 56 min było już 29:27 dla elblążanek, które dorzuciły jeszcze dwie bramki, tracąc tylko jedną, i ostatecznie pokonały utytułowane rywalki. Na minutę przed końcem meczu czerwoną kartkę za brutalny faul na Monice Pełce ukarana została Ewa Salbert.
- Nie mam zastrzeżeń do postawy dziewczyn w pierwszej połowie meczu. Mogły wprawdzie prowadzić co najmniej 12 bramkami, ale grały poprawnie – stwierdził po meczu szkoleniowiec EB Startu Jerzy Ringwelski. – W drugiej części pojedynku, gdy Sośnica zbliżyła się na dwie bramki moje piłkarki straciły animusz. Na szczęście regres nie trwał długo i to my zagramy w finale pucharu Polski.
Autor artykułu: am, akt