Osłabiony przebytą chorobą Piotr Wadecki w zakończonym w sobotę w Poczdamie Wyścigu Pokoju nie odegrał większej roli. Elblążanin reprezentujący obecnie belgijską grupę Domo, ubiegłoroczny zwycięzca tego wyścigu, w tym roku został zajął odległą 29. lokatę.
- Jak samopoczucie i zdrowie po wyścigu?
- Dochodzę już powoli do pełni sił. Przed startem wróciła niezaleczona wcześniej grypa, stąd udział w Wyścigu Pokoju potraktowałem treningowo. Tak naprawdę to nie wiem nawet, na jakim miejscu dojechałem do mety. Dla mnie pierwszy etap WP był właściwie pierwszym poważniejszym treningiem od czasu choroby.
- Jak pan ocenia tegoroczny Wyścig Pokoju?
- Trasa była ciężka, a tempo wyścigu szybkie. Sprzyjała nam pogoda, chociaż w ostatnim dniu trochę padało. Pewnym zaskoczeniem jest może zwycięstwo Duńczyka Jakoba Storma Piil z grupy CSC World. Inna sprawa, że zasłużył na nie.
- Jakie plany ma pan w najbliższym czasie?
- 1 czerwca wylatuję z Polski do Stanów Zjednoczonych, gdzie wystartuję w pięciu wyścigach klasycznych. 11 czerwca wezmę udział w Wyścigu Dookoła Luksemburga, a potem w szwajcarskim Tour de Suisse. Po tym wyścigu okaże się, czy załapię się do składu mojej grupy na Tour de France.
- W Łodzi przed pierwszym etapie ujawniono u trzech kolarzy CCC Mat – Piotra Przydziała, Marcina Gębki i Czecha Ondrieja Sosenki – podwyższony stopień stężenia krwi. Zaskoczyło to pana?
- Można się było spodziewać, że UCI (Międzynarodowa Federacja Kolarska – red.) prędzej czy później przeprowadzi kontrolę antydopingową w Polsce. Przypadki dopingu u polskich kolarzy na pewno nie służą krajowemu kolarstwu. Ale na pewno doping nie jest tak poważnym problemem u nas jak na zachodzie. Zresztą w Polsce nie stać nikogo na tak drogi doping jak w zachodniej Europie.
Autor artykułu: akt