Według dziennika Frankfurter Rundschau Braniewo jest miastem ponurym i biednym. A jedynymi ludźmi, którzy w tej “mało interesującej miejscowości” wykazują inicjatywę, są przemytnicy.
- W Braniewie, miasteczku położonym na drodze z Elbląga do Kaliningradu, dzieje się bardzo źle i nic nie wskazuje, by sytuacja uległa w najbliższym czasie poprawie – pisze Klaus Bachmann, publicysta Frankfurter Rundschau.
Jedynym interesującym miejscem było dla Bachmanna targowisko miejskie.
- Cechą charakterystyczną tego miejsca – pisze dziennikarz niemiecki – są ludzie ubrani w stroje sportowe z plastikowymi torbami cicho zachęcający potencjalnych klientów: “Wódeczka, papieroski”. Gdy osobnicy ci widzą policyjny radiowóz szybko kryją się za mury otaczających rynek domów – kontynuuje niemiecki publicysta.
W dalszej części artykułu Bachmann opisuje rosnące bezrobocie w Braniewie i trudną sytuację socjalną mieszkańców. Powracając do tematyki kontrabandy autor wyraża troskę o polskich hodowców tytoniu, wytwórców alkoholu, między innymi o Polmos – producenta, jak twierdzi “wódki z tradycjami”.
- Przemyt bezakcyzowych wyrobów alkoholowych i tytoniowych z Rosji zagraża rodzimym producentom – konstatuje zachodni dziennikarz.
Bachmann pokusił się o krótki rys historyczny granicznych “mrówek”.
- Przemyt rozpoczął się w latach 90. Najbardziej aktywni spośród przemytników przekraczają granicę nawet i 12 razy dziennie – nie może nadziwić się publicysta Frankfurter Rundschau.
Dlaczego to czynią? Odpowiedzialnością obarcza Bachmann rosnące – po obu stronach granicy – bezrobocie.
Bachmann rozmawiał też z Andrzejem Skurzyńskim, burmistrzem Braniewa. Włodarz miasta, wedle relacji Bachmanna, miał powiedzieć:
- Przyznaję, że targowisko jest zapełnione przybyszami z obwodu. Rosjanie to jednak także klienci. Kupują oni w naszych sklepach żywność, artykuły przemysłowe – stwierdził burmistrz. – Handel w Braniewie dobrze funkcjonuje, bo ma klientelę zza granicy.
Burmistrz, w owym artykule, wiele sobie obiecuje po położeniu geograficznym Braniewa.
- Braniewo z czasem stanie się ostatnim miastem Unii Europejskiej graniczącym z Rosją, w tej sytuacji możemy tylko skorzystać – twierdzi Skurzyński.
Autor artykułu:
Ewa Kasprzycka