Archive for November, 2006

Wspominając Leona Niemczyka. Był człowiekiem dobrotliwym i prawym…

Thursday, November 30th, 2006

Tak o Leonie Niemczyku, jednym z najwybitniejszych aktorów filmowych, który zmarł wczoraj w Warszawie w wieku 83 lat po ciężkiej i długiej chorobie (rak płuc), powiedział Kazimierz Kaczor.

Miał na koncie ponad 400 polskich filmów i seriali i około 60 niemieckich. Wybitne kreacje stworzył w filmach „Baza ludzi umarłych” Petelskiego, „Pociągu” Kawalerowicza , „Nóż w wodzie” Polańskiego. Aktorem został przez przypadek, a na jego losach zaważyły wydarzenia wojenne. Maturę zdał w tajnych kompletach, był w podchorążówce i amerykańskiej armii generała Pattona. Po wojnie nie chciał zostać w Polsce, ale kiedy trafił do gdyńskiego studia aktorskiego Iwo Galla, postanowił nie wyjeżdżać.
Na początku kariery był związany z Objazdowym Teatrem Komedii Muzyczne w Warszawie, potem z Teatrem Wybrzeże w Gdańsku, Teatrem Ziemi Pomorskiej w Bydgoszczy i łódzkim Teatrem Powszechnym. W Łodzi obchodził jubileusz 50-lecia pracy aktorskiej.

Przed laty, kiedy odszedł z teatru do filmu, nie krył swojego rozczarowania, a i wyznał szczerze, że zrobił to dla pieniędzy: „Pieniądze, jak mówią, nie dają szczęścia, ale są potrzebne. Trudno przecenić, żebym wyżył z emerytury. Nie chcę się żalić, ale te, które otrzymuję, nie wystarczą mi na zapłacenie comiesięcznych świadczeń…”

Leon Niemczyk znany był z burzliwego życia osobistego. Miał sześć żon. – „Będąc stale w rozjazdach, musiałem zrozumieć, że szczęście we dwoje, nie może trwać wiecznie. Miałem kilka rozwodów, ale za każdym razem one (to o żonach) zawsze na tym dobrze wychodziły, zwłaszcza finansowo”…

Zawsze dystansował się wobec środowiska aktorskiego, a mieszkanie w Łodzi uchroniło go przed warszawką, jej salonami i koteriami.

„Jestem warszawiakiem – mawiał – ale do Łodzi przyjechałem przed laty, bo była mekką aktorów. W miejscowej wytwórni filmowej powstawały dziesiątki filmów. Zresztą grałem dużo w niemieckich obrazach na Zachodzie i było mi bliżej o te 120 kilometrów do Berlina. Może to mnie uchroniło przed wciągnięciem w orbitę układów i układzików?”

Czy miał wokół siebie zawistników? – „Starałem się ich nie dostrzegać – odpowiadał – im człowiek starszy, tym mądrzejszy”.

Nie tolerował chamstwa i nielojalności. Na trzy lata przed śmiercią powiedział: – „Niektórzy w miarę upływu lat stają się coraz bardziej kategoryczni. Mnie to nie dotyczy, ja łagodnieję. Cieszę się, że nie tylko starsi, ale i młodsi widzowie jeszcze mnie rozpoznają. To oznacza, że jeszcze nie odchodzę w niebyt. Niektórzy mają wielkie oczekiwania – ciągle chcą być gwiazdami, nawet jeśli bledną i bledną. Mnie wystarczy, że jestem jeszcze płomykiem świecy”.

Ale i ten płomyk zgasł na zawsze. I nikt, i nic nie przywróci go do istnienia. Taki żal.
„Ta jak pięknie żył, tak pięknie odszedł – powiedział Jan Nowicki. Dla mnie odszedł ktoś bardzo szczególny”.

A ktoś z internatów napisał: „Odszedł wybitny człowiek z poczuciem humoru, ktoś nieprzeciętny. Bez niego nie będzie już tego samego kina polskiego”. I trudno się z tym nie zgodzić.

Autor artykułu: Janusz Świąder

Odsłonięcie pomnika Romana Dmowskiego.

Saturday, November 11th, 2006

10 listopada, o godzinie 13., na placu Na Rozdrożu przy alei Szucha, odsłonięty został pomnik znanego działacza okresu międzywojennego, Romana Dmowskiego.

W uroczystości wziął udział kandydat na prezydenta stolicy, Wojciech ierzejski, poseł Artur Zawisza, eurodeputowany Maciej Giertych, ksiądz prałat Henryk Jankowski oraz przedstawiciele samorządów. Odsłonięcie przyciągnęło, mimo przenikliwego zimna, około 60. warszawiaków. Niestety, nie obyło się bez incydentów. Doszło do przepychanek pomiędzy nieznaną grupą, a protestującymi przeciwko uhonorowaniu Dmowskiego członków Zielonych 2004. Partia opozycyjna straciła swoje transparenty, zaś jeden z jej działaczy został przewrócony na chodnik.

Autor artykułu: